Kiedy miałam 19 lat razem z moim chłopakiem toczyłam bój o jego życie. On walczył a ja byłam u jego boku przez cały czas. Nie będę się zagłębiać w szczegóły, bo nie jest to temat przewodni. W każdym razie, znosił to wszystko z uśmiechem na twarzy i mocą pozytywnej energii. Kiedy lekarz przyszedł do niego z informacją (po roku walki z białaczką) że nic już nie da się zrobić, postanowił wyjść na żądanie ze szpitala, a mi powiedział ma wspaniałe wyniki i wszystko jest dobrze. Po tygodniu wrócił do tego smutnego miejsca. Stan był bardzo ciężki, nikt mi nic nie mówił. Poszłam do lekarza zapytać się kiedy wyjdzie do domu. I zaczęło się ... Lekarz powiedział mi jak wygląda sytuacja. Wszystko pamiętam jakby to było wczoraj. W jednej sekundzie poczułam jak rozpadam się na kawałki takie drobniutkie. Jednak zebrałam się w sobie wróciłam do mojego ówczesnego chłopaka i w jego oczach uzyskałam potwierdzenie że wszystko będzie dobrze. Nagle stanowczo zaczął nalegać, żebym poszła do domu. Nie chciałam ale tak bardzo prosił. Widziałam że źle się, czuje wiec postanowiłam spełnić jego prośbę. Zaszłam jeszcze do kaplicy. Powiedziałam Bogu, że jeśli mój chłopak ma do niego trafić i nie ma innego wyjścia, to niech go zabiera. Nie chciałam żeby już cierpiał, ból w sercu był ogromny ale jak on cierpiał tego nikt nie wie.
Rano nie byłam w stanie wstać z łóżka. Tata pytał czy dzwoniłam do szpitala. Dostałam histerii i nie byłam w stanie zadzwonić. Tata zrobił to za mnie. Mój przyjaciel odszedł. Powiem Wam szczerze, że świat się zatrzymał dla mnie. Tak bardzo wierzyłam, tyle było w tym człowieku kultury, klasy, miłości i dojrzałości do choroby jak na tak młody wiek. Miał taką wiarę w to że wygra. Zawsze mówił, że uleczy go miłość do mnie. I co? Czułam się również w tamtym momencie oszukana. Mówił mi że praktycznie wyzdrowiał i zostałam sama? nie mogłam pojąć jak mam żyć. Została jeszcze kwestia modlitwy w kaplicy. Bóg mnie nagle wysłuchał ... przez długi czas nie byłam w stanie się pomodlić. Złość na cały świat przez chwilę zawładnęła moim życiem. Nie poddałam się jednak bo obiecałam kiedyś tej osobie, że zawsze będę walczyć i nic mnie nie pokona. Tak też zrobiłam. Podniosłam rękawicę i zrobiłam wszystko by przetrwać. Nie wiem jak bo wtedy czułam, że życie mnie złamało, ale jak widać wszystko zależy od wewnętrznej siły.
Napiszę teraz o rzeczach, które dla zwykłych śmiertelników są bujdą na resorach, ja również podchodziłam do tego z dystansem do momentu, kiedy trafiło na mnie. Moja siostra wspomniała kiedyś koleżance o moich przejściach, okazało się że ta dziewczyna miała siostrę, która była tzw medium. Sytuacja rozgrywała się mniej więcej rok po tej tragicznej sytuacji. Pewnego wieczoru zadzwonił telefon. Dzwoniła kobieta z Włoch powiedziała że skontaktowała się z moim chłopakiem i ma list od niego - pismo automatyczne. Zdębiałam... nie za bardzo chciałam w to wierzyć ale były tam niemal sekrety moich rozmów z nim. Charakterystyczne zdania, słowa. Nie wiem jak Wam to opisać to naprawdę trzeba przeżyć. Odzyskałam spokój, bo tylko on mógł coś takiego wymyślić. Nawet po śmierci martwił się o mnie i chciał dać mi siłę by dalej żyć. W liście opisana była nawet sytuacja z mojego domu o której nie wiedział nikt. Czuć było przez jakiś czas jego obecność obok mnie o tym również wspomniał w tym liście. Myślę , że nie jest to normalne doświadczenie. Ja za nie bardzo dziękuję, czuję się o wiele bogatsza wewnętrznie. Ktoś kto nigdy czegoś takiego nie doświadczył zawsze będzie negował wszystko co niewytłumaczalne, nienamacalne. To jednak nie koniec tej historii ,choć wiem że poświęciliście już sporo czasu mojemu tekstowi jeśli doszliście do tego momentu.
Dwa lata po Jego śmierci wpadłam pod samochód. Zanim doszło do tego wydarzenia odebrałam od fotografa koszulkę z naszym zdjęciem. Chciałam mieć taką pamiątkę w takiej właśnie formie, dzisiaj w sumie nie wiem co mną kierowało. Siedziałam z siostrą w restauracji. Nagle zorientowałyśmy się że bardzo już bardzo późno i nie zdążymy na spotkanie. Siostra mnie popędzała, ale ja czułam że koniecznie muszę ubrać koszulkę, którą wcześniej odebrałam. Nie było już czasu, ale poszłam do łazienki się przebrać, coś nie pozwalało mi wyjść bez ubrania jej na siebie.
Ulica, przebieganie bez pasów. Pamiętam tylko jak siostra powiedziała: Daria stój! Uderzył we mnie samochód bo wybiegłam zza autobusu. Wybiło mnie w górę. Uderzyłam głową też. W każdym razie na chwilę straciłam przytomność. Był upał, ja czułam się bardzo źle. Karetka nie przyjeżdżała. Wokół mnie zebrali się łowcy sensacji.Było mi duszno, źle, bałam się że umieram. Leżałam na chodniku czekałam na pomoc.
Nagle pojawiła się kobieta. Kazała wszystkim odejść. Przetarła mnie jakąś chusteczką. Poczułam taki błogi spokój, kiedy wzięła mnie w ramiona. Cały czas mówiła: "Nic Ci nie będzie. Módl się cichu kochana. Nic Ci nie będzie " Czułam się jak w ramionach matki, odzyskałam spokój. Kobieta nagle zniknęła, wyparowała... Karetka zabrała mnie do szpitala. Wyszłam po 8 godzinach, bo oprócz siniaków, zadrapań i ogólnego poobijania nic mi się nie stało ... to naprawdę cud.
Jakiś czas później dostałam informację od medium, z którym nie miałam żadnego kontaktu od czasu ostatniego listu. Rozmawiała z moim chłopakiem, opowiadał jej o wypadku wszystko widział, ale on nie może mi się pokazać. Widziałam na żywo natomiast panią, która zmarła przed moimi narodzinami i czuwa nad moją osobą, taką ma rolę. Musiała do mnie zejść, taka była potrzeba chwili.
Tyle wygrać! Widziałam swojego Anioła Stróża ;)
Historia nie jest wymyślona :) takie rzeczy mnie spotkały więc je wam opisuję.
Dobranoc.

Od nas też odeszła bardzo bliska nam osoba, w za młodym wieku, po tragicznym wypadku, bez pożegnania.. Po jego śmierci wszystko się zmieniło. Miałam w sobie mnóstwo żalu i złości na niego - co jest niestety normalną reakcją po utracie bliskiej osoby. Niedługo po wypadku miałam sen, bardzo realistyczny. Był w nim on. Przyszedł porozmawiać, przeprosić i się pożegnać. Obudziłam się zupełnie inna, jakby uleciało ze mnie całe napięcie. Wierzę w to mocno, że miało to głębszy sens. Wierzę w to, że dał mi szansę na pożegnanie.
OdpowiedzUsuńNa pewno tak było. Jestem tego pewna. Ja też miałam takie pożegnanie. Sen był tak realistyczny, że po przebudzeniu długo dochodziłam do siebie. Sen był piękny :) Zabrał mnie na wycieczkę do Afryki. Mieliśmy w taką podróż wyruszyć razem. No i w śnie udało się to zrobić. Pozdrawiam i życzę dużo dobrego.
OdpowiedzUsuńPo prostu wiem że piszesz prawdę ......straciłam też swojego przyjaciela chłopaka ...
OdpowiedzUsuń