12/01/2014

BABA BABIE... MASZ BABO PLACEK?



Muszę Wam przypomnieć jak wyglądam:) Dlatego wstawiam kilka boskich fotografii! A co nie mogę;)? Tyle czasu mnie nie było, tyle przemyśleń, tyle nowych wrażeń. Kochani! Budda nauczał, że największymi wrogami człowieka są pragnienia i przywiązywanie się do przedmiotów materialnych (bądź niematerialnych). One są przyczyną cierpienia. Przyjrzyjcie się swojemu życiu pod tym kątem. Zauważycie zapewne, że większość problemów i rozczarowań jest spowodowane którąś z tych dwóch rzeczy.
Po co to komu? Ostatni czas skłania do takich obserwacji. Nawet pod kątem mojej córki. Co roku stawałam na rzęsach, żeby dostała wszystkie rzeczy z listy, nakręcając się jak dzikus. Niepotrzebne nerwy tylko po to, żeby dziecko dostało tyle prezentów, żeby nie chciało się jej już otwierać tych ostatnich... Obłęd, szaleństwo... Co ja chciałam dziecku przekazać? Przyczyniałam się do rozwoju w tym małym człowieku, pożądania rzeczy materialnych. Usprawiedliwiam się przed sobą, że chciałam jej wynagrodzić, że nie mieszkamy już z tatą... Przecież tak się nie da, bólu nie ukoją setki zabawek, tylko troska i rozmowa. Człowiek jednak ma prawo się pogubić,  jeśli sam miota się jak ryba w sieci. Na szczęście nie zepsułam jej doszczętnie, jeszcze będą z niej ludzie:)  
W  tym roku postanowiłam kupować z głową. Postawię na magię świąt! Na to czego ja w nich szukam. Prawdziwego ducha świąt wskrzeszę, może uda mi się sprawić, że kiedy dorośnie nie będzie wyobrażała sobie świąt bez mamy:)
Ja nie jestem wymagająca:) Nad dobra materialne przekładam kontakty z ludźmi:) To mi daje siłę i radość. Tak jak pisałam wcześniej, trochę zanika bezpośrednia forma kontaktu, ale staram się ja kultywować:)
Ostatnio dobry czas. Ludzie kierują w moją stronę masę komplementów. A ja jak zawsze nie umiem ich przyjąć. Zawsze brzmi to dla mnie jak super żart. Dlaczego tak ciężko człowiekowi uwierzyć, że jest w nim coś co warto skomplementować? Wielu ludzi na całym świecie każdego dnia boryka się z zaniżoną samooceną. Tworzą w umyśle spaczony obraz samego siebie, niczym w krzywym zwierciadle widzą swoje najmniejsze nawet wady, powiększone do groteskowych rozmiarów. Wszyscy mają Mambę;) mam i ja! Postaram się patrzeć na siebie łaskawszym okiem. Jak to kiedyś mawiali w platformie - " By żyło się lepiej". I tu możemy przejść dalej - Wybory:) No czegoś takiego dawno nie było. Meksyk w Polsce. Czy się tym przejmuję? Nie. Czy mnie to obchodzi? Nie. Jak już wcześniej pisałam, wiara w zmiany jest naiwna.  Z czego niby Ci politycy mają Nam dać jeśli kana jest pusta? Mają dodrukować, ukraść, zrobić na drutach? Na Boga tu potrzeba takich zmian, o jakich się Nam nie śniło i dużo czasu upłynie zanim coś drgnie. Oczekiwanie, że jakakolwiek partia rządząca, zmieni stan moich finansów, zakończyłam z dziesięć lat temu. Partia, która jest u władzy ma za zadanie wspiera siebie i rodzinę;) Takie jest życie, i postawa szlachecka raczej już nie występuje. Chyba, że ktoś chce być gwiazdą, wtedy głosi puste słowa, za którymi nigdy nie pójdą żadne czyny. Jedyna osoba, która zaczęła spełniać swoje obietnice to sławny Janusz Korwin - Mikke... Ogólnie nie zgadzam się z jego polityką i programem, ale przynajmniej jest słowny;) Wybory nie były moim konikiem w ostatnich dniach. Był nim mój syn! Biedaczek rozchorował się na zapalenie oskrzeli i nie mógł tego zwalczyć. Apteka pochłoneła prawie pół pensji! A kart stałego klienta nie mają! - skandal swoją drogą, bo czuje się tam tak swojsko jak w piekarni u pani Halinki, lub warzywniaku u pani Asi. Na dzień dzisiejszy sytuacja opanowana. Ostatnie dwa tygodnie były naprawdę ciężkie. Zmęczenie odebrało mi siłę i chęć do czegokolwiek:) Cel był jeden uzdrowić małego. Wyobraźcie sobie, że  Pokusiłam się nawet i zrobiłam synkowi mleko jaglane;)  Sama je przygotowałam, sama ja! Żadna ze mnie eko mama;) z reguły nie komplikuje sobie życia,ale stwierdziłam czemu nie! Jeśli ma to pomóc mojemu maleństwu... Jak poszło? Syn dostał takiej alergii z sapką, że zapamiętam to na długo. Czasami nie warto wypruwać sobie flaków, i za bardzo się starać, bo EFEKT może być odwrotny od oczekiwanego...
Nie było mnie z Wami, tęskniłam, płakałam, ale rodzina mnie wzywała niczym armia. Tak Tak... Mój partner ma ostatnio nastój melancholijny, także trzeba korzystać, przytulać, wspierać:) Życie z tą moją trójką Drombo potrafi tak sponiewierać, ze cieżko to sobie wyobrazić uwierzcie!. A ja i tak w sekundę potrafię wstać otrzepać się i płynąć na różowej chmurce! :) 
Obiecuję, że jutro znowu się tutaj spotkamy!:)
Dobranoc

Wasza Daszeńka 

11/28/2014

MATKA WSTAJE LEWĄ NOGĄ!


Poranek taki chłodny. No cóż mamy prawie Grudzień:) Wstałam dziś totalnie lewą nogą! Zuzia jak zawsze zrobiła bunt. Nie ubierze się, nie umyje zębów, nie założy spodni ciepłych, nie zrobi nic... Moja cierpliwość jest ostatnio w dolnej granicy normy;) Mały daje czadu dwa razy bardziej niż zawsze, częściej wstaje, jest mega marudny i wyczerpujący. Taki jest, możecie nazywać mnie marudą i zrzędzącą mamą! Dobrze, że to moje drugie dziecko. Współczuję kobietom,które są matkami po raz pierwszy bo to jest naprawdę rewolucja.Wszystko stresuje, nic się nie wie aaaaa. Pamiętam to dobrze i trzymam kciuki za Was! Kocham mojego syna, ale naprawdę mógłby czasem odpuścić;) Wiem, wiem nie mógłby, biedny sam się bardzo męczy. Dlatego mu wybaczam, kiedyś to on się mną zajmie mam nadzieje. Ale to za 50 lat, nie wybiegajmy tak daleko w przyszłość:)
Jaka jest teraźniejszość? Normalna. Mam rodzinę, obowiązki, czasem przyjemności. Trzeba doceniać i takie momenty. No pomyślcie żyjemy w dzikich czasach. Jeśli chodzi o pokój na świecie, to ulubione życzenie na wyborach miss, ale nie zastanawiacie się nad tym naprawdę? Kiedy rozpoczęła się sytuacja z Rosją i Ukrainą, poczułam strach. I nie chodziło o mnie. Zastanawiałam się jak ochronię dzieci jak coś zacznie się dziać w naszym kraju,  myślałam o tym jak wielkie to będzie dla nich nieszczęście, bałam się o nasze życie. Tak wiem, że to były myśli na wyrost, ale czy na pewno. Dlatego trzeba doceniać czas pokoju. Możemy swobodnie spacerować, celebrować rodzinne chwile, obserwować przyrodę. Nie musimy biegać po galeriach handlowych, zasypywać się prezentami i siedzieć w wirtualnym świecie. Uwielbiam wywołane zdjęcia, listy napisane odręcznie, kartki okolicznościowe, których kiedyś dostawałam bardzo bardzo dużo, z każdej możliwej okazji. Ludzie przestali zabiegać o kontakt bezpośredni. Wystarczy że wchodzisz na facebooka i na czacie widać, że byłeś. Wiadomo, że żyjesz także ciekawość zaspokojona. A ja tak uwielbiam posiadówki przy herbacie lub kawie. Rozmowy które nie mogą się zakończyć bo tak jest fajnie. Walczę z taką jedną cechą u siebie:) Mianowicie jak z kimś rozmawiam jestem taka ekspresyjna, że muszę tą osobę dotknąć, skubnąć. Rozmawiam całą sobą:) Zawsze jestem prawdziwa i szczera do bólu. Nie mam przez to rzeszy fanów. Nienawidzę obłudy powiem Wam. Dwulicowi ludzie, którzy uśmiechają się do Ciebie a tak naprawdę nie chcą Cię znać, to jest jakiś kosmos. Ciągle spotykam się z takimi sytuacjami, niekoniecznie wobec mojej osoby, choć mnie albo się kocha albo nienawidzi:) Niestety nie jestem neutralna;) Dlaczego jednak ludzie zadają sobie tyle trudu, żeby udawać, że kogoś uwielbiają, kiedy tak naprawdę robią krzywdę tej osobie, a sami tracą czas;/ Nie rozumiem tego zupełnie. Jeśli mi coś nie odpowiada mówię o tym prosto z mostu. Po pierwsze jest szansa, że relacja się uzdrowi, a nawet jeśli nie to pozbędę się ze sfery mojego życia czegoś czego nie chce, co mi nie odpowiada. Słowo asertywność wyskakuje w dzisiejszych czasach z lodówki:) Każdy uważa, że jest asertywny. Tymczasem ludzie pozwalają żeby każdy właził im na głowę, pchał się z butami do ich życia, do tego uważają za zasadne udawać, że tego chcą;) Niestety ja tak nie potrafię.
Miało być miło, zagalopowałam się jak zawsze. Poniosły mnie klawisze na kompie:) Nastrój mam już znacznie lepszy, syn pozwolił mi nawet napisać tekst dla Was. Cieszę się z tego, że popołudniu zobaczę moją córeczkę i mojego Darlinga;) Z tego, że dziś piątek i będą ze mną w weekend. Kiedy tylko macie możliwość myślcie o tym co dobrego macie w życiu. Gdy przychodzą czarne myśli, przegońcie je mówiąc głośno, że tego nie potrzebujecie. Mnie relaksuje obserwowanie przyrody.
Miłego!

11/27/2014

URODZIŁAM, ZARAZ;) WRACAM!

Ostatnie dni aktywne do granic możliwości. Jestem matką i moim zadaniem jest je przekraczać i to robię:) Mój syn dzielnie walczy z zapaleniem oskrzeli, z uśmiechem na twarzy wręcz, to i ja mogę powalczyć ze światem. Co miłego mnie ostatnio spotkało? Zacznę od tego, że najbardziej mnie cieszą uśmiechy moich dzieci:) Naprawdę to mnie jakoś nakręca, tak jakby wszczepiały mi tym pod skórę baterie, które zaczną działać jak cierpliwość będzie się kończyła. Następnie odbyłam bardzo miłe rozmowy z wieloma osobami, przypadkowo napotkanymi po drodze:) Co mi szkodzi zagadać, kocham ludzi, wymiany poglądy, świeże spojrzenie nie moje dylematy jak najbardziej mi się przyda! Siedząc w czterech ścianach, ciężko o jakiś większy rozwój intelektualny, kulturalny. Nie oszukujmy się, nie ma czasu czasami się uczesać , co dopiero czytać Mickiewicza. Oczywiście zaraz odezwie się chór mam, które ogarniają wszystko i w ogóle nie wiedzą o czym piszę. U mnie tak to wygląda. Kwestia moich wyborów życiowych, nie brałam udziału w wyścigu szczurów, zawsze chciałam czuć się wolna. Rodzice też niestety nie są miliarderami choć powinni bo to bardzo ciekawi ludzie:) Facetów też zawsze wybierałam sercem nie rozumem i nadal twierdzę, że jaka by ta miłość nie była, i tak uskrzydla. Są upadki i wzloty. Radość kiedy razem pokonujemy przeszkody - BEZCENNA.
Nie mam możliwości dysponowania pieniędzmi na spontanie, nie mam kucharki, niani, sprzątaczki... Co trochę mi doskwiera, bo chętnie bym skorzystała z ich pomocy, zajęła się sobą, a później spacerując z dziećmi po parku, pokazywałabym innym mamom, że macierzyństwo to same blaski :)
Niestety jest trochę cieni. Szczególnie jeśli twoje dziecko to hajdik, alergik, niejadek, jak już wspominałam w artykule jakiś czas temu jest SZTOS. Dziecko zabiera każdą sekundę i trzeba mu ją dać odkładając na później swoje potrzeby. Jeśli dochodzi do tego finansowy stres, nadchodzi kryzys! Kryzys związku, kryzys we własnym wnętrzu, rozbicie! Jak utrzymać relacje na prawidłowym poziomie? Jak dbać o więź miłość, kiedy masz ochotę albo uciec, albo spać... Trzeba dużo rozmawiać, choć czasami ma się wrażenie, że rozmawia się ze słupem lub ścianą. Nie szkodzi, trzeba próbować. Nie bójcie się też prosić o pomoc. Mówić, że nie dajecie rady, mówić to głośno i wyraźnie! Macie do tego prawo. Każdy człowiek jest inny i ma inny próg wytrzymałości, inne umiejętności. Nie musicie być doskonałe. Czy coś takiego w ogóle istnieje? Kiedy patrzę na moje dzieci to jestem taka dumna z siebie! Miałam odwagę sprowadzić je na ten świat i wziąć za nie odpowiedzialność. Teraz już będzie z górki:) Nie jestem doskonała, czasami się gubię, czasami mi się nie chce. Zdarza się, że krzyczę, złoszczę się i tupie nogami jak pięciolatka! Nic na to nie poradzę taka właśnie jestem. Miłości do moich dzieci ma tyle, że świat by zalało jakbym pękła:) Natomiast czasami mam ochotę roznieść dom, jak wyprowadzają mnie z równowagi, do tego dołączy się Michu z jakąś wrzutką w stylu: " O widzę, że jednak nie poskładałaś prania. Ty w ogóle byłaś dzisiaj w domu, bo wygląda jakby Cię nie było" No i cóż zaczyna się tak zwany Dym :) 
Na szczęście są to tylko momenty. A tak naprawdę Bogu dziękuję za to co mi dał. To chyba najpiękniejsze co można w życiu przeżyć: Miłość Prawdziwa i Macierzyństwo. Minus taki, że traci się trochę kontakt z otoczeniem, przyjaciółmi, ludzie przestają mieć czas:) Nie dziwię się, kto by chciał siedzieć z bandą rozdartych dzieciaczków;) Także nie potępiam, ja też najbardziej akceptuje swoje dzieci:) Życie daje Ci co chcesz z niego wziąć :) Ja po części swoje wzięłam!

Dobranoc!

P.S. Zapraszam do obserwowania mojego profilu na Instagramie. Tam realizuję swoje marzenie o byciu fotografem:) http://instagram.com/dariaawariadaria/

11/25/2014

PRZYSZŁA KRYSKA NA MATYSKA!


Obudziłam się dziś w dość kiepskim nastroju. Nie lubię się nad sobą użalać, ale na chwilę dopadła mnie jesień. Każdego kiedyś coś dopada. To norma, grunt to umieć sobie z tym poradzić:) Odłączyłam się na chwilę od świata zewnętrznego. Żeby pomyśleć, trochę odsapnąć. 
Staram się nie zbierać w sobie zawiści i złości. Wkurza mnie jednak, że bogaci mogą więcej. Dzieci rywalizują ze sobą, kto lepiej mieszka, ma lepsze zabawki, ciuchy. Siedmiolatki potrafią być bezwzględne jak dorosła osoba. Jaki wzorzec w domu, takie zachowanie dziecka. Czy osoby na szczycie, muszą patrzeć z góry na resztę społeczeństwa? Rośnie nowe pokolenie ludzi, którzy mogą więcej. 
Kiedyś dzieci biegały na świeżym powietrzu całymi dniami. Trzepak, guma, piłka, skakanka, kreda. To najlepszy zestaw jaki można było mieć. Co się liczyło? Interakcja z ludźmi, ważne żeby należeć do fajnej paczki! Bosh! Pamiętam jak biegałam po drzewach, przemierzałam osiedle z bandą i byłam po prostu dzieckiem. Takim zwykłym, umorusanym, komórki i innych cudów dzisiejszych. Ten świat był o wiele prostszy chyba. Rozumiem, że czasy się zmieniły, ale czy dzieci od najmłodszych lat muszą brać udział w wyścigu szczurów? Nie da się tego zmienić, taki jest dzisiejszy świat. Nie uchronię moich dzieci przed tą walką, ale postaram się je tak wzmocnić, żeby same odróżniały kto i co jest warte zachodu, a co jest ściemą.
Miałam przyjemność kursować dziś w godzinach szczytu autobusem. Wszyscy ludzie smutni, szarzy. Głowy spuszczone w dół. Zmęczeni, przepracowani, zestresowani. Próbują nadążyć za tym konsumpcjonizmem. Zarobić na dobra doczesne. Za pasem święta, także trzeba się finansowo spiąć i cała radość ze zbliżających się świąt ulatuje:)
Jedno mam życie i nie zmarnuje go na takie smętne przemyślenia. Czasami muszę trochę pomarudzić a co! Mam w okół siebie ludzi, którzy na jedną osobę mają taki fundusz miesięczny na cztery i co? I źle im na świecie, ciągle na coś narzekają i mają doła. Do jasnej anielki czy ludziom da się dogodzić kiedyś? Czy zawsze znajdą powód do narzekania? Kiedy dogania szara rzeczywistość, czasami ma się ochotę rozłożyć ręce i się rozpłynąć. Mam dzieci, odpowiedzialność i nie mogę sobie pozwolić na zbyt długi stan odpływania:) To taki motor do działania. Wszystko co robię dla siebie, tak naprawdę jest dla nich. Nie unikną wyścigu szczurów, ale mają mnie Matkę Wojowniczkę! Mogą na mnie zawsze polegać.
Kiedy tak wracałam do domu popołudniową porą, może trochę zmęczona ale nie szara;) Miałam w głowie jedną myśl. W domu czeka na mnie moja kochana rodzina. Zaraz ich przytulę, napijemy się herbaty:) Powitały mnie słowa córeczki: " Mamusia! Gdzie Ty byłaś bardzo tęskniłam!" Za 15 minut rozpętała burzę, ale jak to się ma do tej siły, którą mam dzięki niej każdego dnia!

Dobranoc!

SUPER MAMA ZBŁĄDZIŁA!


Chwila oddechu. Dzisiaj kolejny raz przekonałam się, że polska służba zdrowia  to farsa. Na szczęście mały to twardziel po tacie i nie dał się zatrzymać w szpitalu. Matce zawsze serce krwawi jak dziecię chore, ale właśnie dlatego muszę być silna. Wiele mnie kosztowało, żeby cynicznym paniom z przychodni, szpitala nie odpowiadać językiem, który bardziej pasowałby do ich poziomu. Przykro mi bardzo, ale naprawdę był dość niski. Ja rozumiem wkurzenie, że zawracam głowę o siódmej rano. Totalny bezsens dziecko ma gorączkę od kilku dni, antybiotyk nie działa a ja sieje zamęt. Wiem powinnam poczekać, aż stan na tyle się pogorszy, że wezwę pogotowie, które przyjedzie za 5 godzin. Nie lubię tak smędzić, ale czy ludzie naprawdę muszą utrudniać sobie życie. O co tym kobietom chodziło? Nie wiem.
Po powrocie z kołchozu, dzień ułożył się bardzo wesoło. Odwiedziły mnie kumpele uśmiechnięte i naprawdę dawno się tak nie zrelaksowałam. Człowiek potrzebuje kontaktu z innym człowiekiem, trzeba przewietrzyć myśli, zresetować mózg. Bez tego coś w nas umiera. Przebywając ciągle w tej samej energii, tracimy część siebie. Bardzo się cieszę, że można jeszcze spotkać wesołe, niezrzędzące, szczęśliwe osoby. Ja jestem złośnicą, więc różnie to bywa. Staram się trzymać stan Zen, ale jak już pisałam, czasami jest to niemożliwe, nierealne. I nie mam o to żalu do siebie. Nie zakładam, że komuś coś lepiej wychodzi. Jestem jaka jestem. Albo się mnie kocha albo nienawidzi. Mogę jedynie pracować nad sobą dla siebie samej, rodziny, a czy reszta świata mnie pokocha? Zawsze jest mi miło, jak ktoś akceptuje mnie z całym bagażem. Akceptacja słowo klucz. Ludzie łakną akceptacji, chcą wszędzie pasować. Niektórzy są wiecznymi buntownikami i idą w drugim kierunku niż reszta. Moim zdaniem są to jednak osoby, które same siebie nie akceptują i nie wierzą, że ktoś jest w stanie to zrobić. Ja już zaakceptowałam swoje wady, siebie i staram się posiąść umiejętność przyjmowania komplementów w sposób cywilizowany.

 W moim świecie magicznej kury domowej, miał dziś miejsce incydent pewien. Ubzdurałam sobie, że córeczka ma zajęcia taneczne na 16:30. Niezwykłe jest to, że wierzyłam w to od soboty;) koleżankom też o tym przypominałam!
Załatwiłam opiekę do malucha, ściągnęłam tatę. Plan perfekt! Kumpele poszły ze mną, po córkę do szkoły. Zaprowadziłam ją piętnaście minut przed czasem na tańce i zadowolona poszłam do kawiarni za rogiem;) Cóż okazało się, w momencie kiedy wróciłam po córkę, że jej zajęcia dopiero się zaczną;/ O LOSIE!!! No niby nic się nie stało, była pod opieką, czekała pod salą. Było mi jednak smutno, że tak mi się pomieszało. Zuz mi wybaczyła, nie miała nawet żalu. Złote dziecko kochane. Mam tyle na głowie, że muszę zacząć oklejać dom żółtymi karteczkami chyba. Staram się wszystko ogarniać najlepiej jak się da. Ile może jeden człowiek, niby wiele. Natomiast permanentnie zmęczony jeden, adin człowiek, zdecydowanie mniej.

Gdzie jest granica matczynej wytrzymałości, odporności. Nie ma limitu spraw do załatwienia na już. Matka pociągnie wszystko, jak wielbłąd;) Tylko czasami trzeba się zatrzymać, ocenić realnie sytuację i dać działać innym, odpuścić!
Potem narzekamy, że nie mamy na nic czasu, że słabo z kobiecością, flirtem, chemią w związku. Dzieci są ważne bardzo, numer jeden wręcz! Dla mnie liczy się też bardzo bardzo moja relacja z partnerem życiowym. Trzeba wszystko tak wyważyć, żeby była kompatybilność w tym całym zamęcie:) Zależy też kto czego do szczęścia potrzebuje! 
Czas pomyśleć o sobie moje mamy kochane. Zasługujecie na czas dla siebie. Dacie wtedy z siebie więcej! Piękno jest w Was. Cieszę się, że udało mi się odkryć je w sobie. Dawno nie czułam się tak dobrze:)

Dobranoc!

11/23/2014

BABA JAKA JEST? KAŻDY WIDZI!


Dziś pogadamy o samoocenie. Jak u Was z tym tematem? Z moich obserwacji wynika, że kobiecie nie dogodzisz i już. Zawsze znajdziemy coś, co kuleje. Oczywiście tylko według nas;) Skąd to się bierze? Dlaczego tyle pięknych kobiet, ma takie kompleksy. Dlaczego pozwalają na to, żeby ktoś je gorzej traktował, tylko dlatego, że w swojej głowie, mają spaczony obraz swojej osoby. Przecież to jest naprawdę straszne. Jesteśmy karmione jakimiś bzdurami o kanonie piękna. Z ekranów, gazet, telebimów, spoglądają na Nas tysiące pięknych kobiet. Oczywiście wiemy, że one są zrobione przez sztab fachowców i po dużym retuszu. Jednak działa to na naszą wyobraźnie i zaczyna się. Ocenianie przez samą siebie, ocenianie przez rodzinę, koleżanki. Najgorszym katem dla samego siebie, jesteśmy oczywiście my same. Po co? Ja tu się tak mądrze, taka jestem oczytana i wyedukowana, a sama oceniam się zawsze bardzo surowo. Kiedy patrzę wstecz, miałam tak od zawsze. Co jest dziwne bo nigdy nie narzekałam na brak zainteresowania ze strony płci przeciwnej. Może brzmi to nieskromnie, ale taka prawda:) Jak myślę obiektywnie o sobie stwierdzam, że naprawdę nie mam powodów do kompleksów, czy niskiej samooceny. Jestem normalną polską kobietą o duszy anioła;) I co z tego? Kiedy przychodzą gorsze dni, widzę się w krzywym zwierciadle chyba:) Może nie jestem tap madyl, ale da się to wytłumaczyć jakoś;) Dwójka dzieci i szara rzeczywistość. Może gdybym miała nianię, gosposię, sprzątaczkę i forsy jak lodu byłoby inaczej:) Codzienność jest taka, że nie ma czasu na robienie się na bóstwo. Bieg do szkoły, sklepu, opieka nad małym, sprzątanie, gotowanie, noszenie, usypianie, przychodnie, lekarze... aaa. I weź tu bądź seksowna, atrakcyjna:) Na Boga nie dajmy się zwariować. Wygląd to sprawa drugorzędna. Nasze wnętrze tworzy naszą siłę. Jeśli siebie doceniamy i kochamy, to inni także będą Nas kochać. I dostrzegać to co w Nas najlepsze. Tyle dziewczyn, kobiet, w różnym wieku zadręcza się, głodzi, niszczy swoje wnętrze, nie widząc tego co mają, kim są. Co jest wyznacznikiem piękna? Kto w ogóle ma prawo o tym decydować? Myślę, że każda osoba, która ma problem z samooceną, powinna albo wziąć się w garść, albo skorzystać z psychoterapii. Nie da się szczęśliwie żyć, nie mając pewności siebie i wiary w swoją wyjątkowość. Rujnuje to wiele sfer życia, nie tylko partnerską. Odbija się czkawką w pracy i we wszystkich relacjach miedzy ludzkich. Jestem kobietą, matką dwójki dzieci, zabieganą, zapracowaną. Mam prawo czuć się źle, wyglądać marnie;) oczywiście bez przesady. Nie namawiam do zapuszczania futra na nogach i do innych równie drastycznych kroków. Do wszystkiego trzeba podchodzić z dystansem i umiarem. Wybierać taki styl życia, który sprawia, że jesteśmy szczęśliwi. Miewam różne dni, ale staram się doceniać, że ma dwie nogi, jestem zdrowa, nawet niezłą mam twarz. A do tego w pakiecie sfiksowane wnętrze! Nigdy się ze sobą nie nudzę! SERIO:)
Dlatego dziewczęta! Przestajemy się porównywać z innymi, w lustro patrzymy z podniesioną głową, a jak coś nam nie pasuje to działamy. Nie załamujemy rąk, tylko się cieszymy! Z czego? Ze wszystkiego! Mnie cieszy moja rodzina i wspaniały mężczyzna!
Ważne, żeby pokochać siebie! 
Dobranoc!

WRÓŻKA ZĘBUSZKA TO GAPA!


Nie mam pojęcia jak do tego doszło! Jest 23:30 a ja dopiero znalazłam chwilę dla siebie! Choroba u takiego maleństwa to ekstremalna sytuacja. Nie dosyć, że mały cierpi to cała rodzina się tym stresuje.
Dzień minął aktywnie jak zawsze. Nie muszę się stresować, że przytyje nawet 5 gram;) Zajęć mam na miesiące. Ba! Nawet lata!
Nie mam już pomysłów jak reagować na kryzysy z Zuzanną.  Dziewczyna mocny ma charakter po rodzicach. Co poradzę;) Obecnie mam postawę pasywną. Przeczekam to i stanie się cud.
Ostatnio się zrobiłam jakaś ckliwa, bardzo wrażliwa. Wszystko mnie wzrusza, jak widzę biednego w taki ziąb, to chce mu podarować kawałek nieba. Dzisiaj moja córka skomentowała chęć miłego gestu, wobec biednego pana, żebym się tak nie martwiła o niego, przecież pan ma buty i bardzo ciepłe ubranie:) Ta moja Zuzia - magiczna dziewczynka;)
Pamiętam jak dziś, mam zresztą zapisany dialog z moją córeczką sprzed prawie 3 lat;)


Z cyklu : wieczorne pytania Zuzki 





Mamo a co się dzieje jak serce przestaje bić ?
a dlaczego pytasz?
Mamo odpowiedz wiesz że lubię wszystko wiedzieć
wtedy Zuziu ciało zostaje na ziemi a dusza to co masz w środku idzie do aniołów
aha czyli zostaje się aniołem?
teoretycznie tak
a kiedy Twoje serce mamo przestanie bić też zostaniesz aniołem?
na pewno Zuziu
to dobrze tzn że nie będę Cię widziała ale wiem że zawsze będziesz przy mnie 


Taka właśnie jest ta moja Zuz. Chodzący myśliciel, filozof. Urodziła się z bezgraniczną wiarą, w to co niewidzialne. Cała mamusia. Do tej pory wierzy w Mikołaja, Wróżkę Zębuszke. Wierzy również w to, że noworodki są wkładane do brzucha przez anioły, które wcześniej wybierają im rodziców. W dzisiejszych czasach to naprawdę sukces. Panie w szkole twierdzą, że mam już ją wprowadzać w prawdziwy świat. Uświadomić jej, że to wszystko blef. Ma być pośród swoich rówieśników odpowiednio wyedukowana. Ja pytam po co? Nie zależy mi żeby siedmiolatka, miała perfekcyjną wiedzę na temat seksu, owulacji itd. Naprawdę myślę, że to nie ten moment;) Nie mam zamiaru tego przed nią ukrywać do osiemnastki, ale bez przesady. Nie musi być omnibusem szkolnym w tym zakresie:)
Co do Wróżki Zębuszki i Mikołaja. Jak widzę jej minę, kiedy wkłada pod poduszkę ząbek, podekscytowana, co najmniej jakby miała spotkanie z prezydentem;) Kiedy rano biegnie do mnie, cała spocona z wrażenia, bo wróżka zostawiła jej prezent pod poduszką;) to są naprawdę cudowne momenty, które mnie wzruszają. Tak samo Mikołaj. Listy, czekanie, radość. Okres świąteczny to wzmożona aktywność mojego dziecka. Robienie ozdób, pomaganie w domu, i nieustająca adrenalina... Przecież Mikołaj sam robi prezenty, to może jej przynieść co tylko zechce. Z tą teorią walczę;) Udaje mi się zbijać ten argument, niestety temat powraca. Jednak nic nie zbija jej wiary w tego Mikołaja. Nie sądzę żeby kiedyś miała mi za złe, że pozwoliłam jej wierzyć.
Jednak to nie miał być artykuł świąteczny. 
Po prostu nie zabierajmy dzieciom magicznego świata:) Wyobraźnia przenosi je w bajeczne klimaty. Nie angażujmy ich w sprawy dorosłych, przyjdzie na to czas. W chwili obecne, niech w ich życiu panuje beztroska i magia. Nie wciągajmy ich w nasze dorosłe sprawy tak długo jak się da. Niech nadal z drżeniem serca wyczekują postaci ze swojej wyobraźni. Mój cel to zachować dziecko w moich dzieciach, tak długo jak się da! Uwielbiam nasze debaty z ZUZ. Ostatnio nurtowało ją dlaczego Wróżka Zębuszka zęba zapomniała a zostawiła jej prezent! Męczyło to ją cały Boży dzień. Drążyła temat co piętnaście minut:) Spokojnie następnej nocy wróżka, zabrała ząbek;) I była pełnia szczęścia na twarzy mojego dziecka. 
Jako matka mam wiele ról: Mikołaj, Wróżka Zębuszka, Batman, Superman, Hydraulik:) Nie zawsze jestem na czas ale bardzo się staram. Piękny jest ten dziecięcy świat.
Wracam do synka, pilnować jego snu podczas tego chorubska.

DOBRANOC

11/21/2014

WSZYSTKO NA OPAK! JA WYSIADAM! ZATRZYMAĆ ŚWIAT!

Nastała cisza w moim kochanym domu. Jak ja tęskniłam za minutą dla siebie. Nawet słyszę swoje myśli. Niezwykłe wrażenie. Wszystkie bliskie mi osoby śpią, nawet kot Tobik :)
O czym myślałam ostatnio... Powiem wam, że dopadło mnie nostalgiczne dumanie, w temacie: Dokąd zmierza ten świat?Naprawdę! Ja się szczerze martwię. W ludziach tyle zła się kryje. Dzieją się takie rzeczy, które nie mieszczą mi się w głowie. Oczywiście tak pewnie było zawsze, ale nikt o tym nie wiedział, bo nie było to rozdmuchane w telewizji, internecie, itd. Ludziom żyło się chyba lżej, kiedy nie katowano ich każdą tragedią ze świata.
Agresywne obrazy czają się praktycznie za każdym rogiem. W telewizji, gazecie, na billboardzie. Nawet jeśli tego nie chcemy, wchodzą  na nas i musimy patrzeć. Dlaczego? Ja osobiście lubię oglądać miłe, piękne obrazki.Tyle smutku na tym świecie to po co mam się jeszcze dobijać jakimiś potwornościami. Nie żyje w różowej bańce mydlanej, ale powinnam mieć prawo wyboru prawda? Tym bardziej, że chciałabym żeby moje dzieci miały w głowie i sercu piękny świat. Chociaż przez małą chwilę, zanim dojrzeją i zobaczą to co widzę ja. 
Ludzie gonią za niczym. Wiem slogan co zrobić, skoro to prawda;) Prześcigają się w licytacji dobrami, statusem społecznym, osiągnięciami. Jakby to było wyznacznikiem tego kim jesteśmy. Czy przedmioty zmieniają nasze wnętrze? Jeśli było puste, to takie pozostanie. Nie kumam w ogóle tej pogoni za szmalem, sławą i iluzją życia.
Do tego wgapianie się w telefony i inne tego typu przedmioty. Pisałam już o tym, ale tak mnie to irytuje. Tracimy czas w wirtualnym świecie, zapominamy że żyjemy poza nim. Cały świat czeka na poznanie, dzieci na czas z rodzicami. Dookoła słychać tylko... Klik Klik Klik. Po co to komu? Czy przyjaciele z facebooka widzieli Cię w ciągu ostatnich miesięcy? Czy wystarcza im Twój wall? Miałam sytuację, że wrzucałam na facebooka celowo same cudowności, tworząc obraz życia sielanki. Oczywiście większość osób założyła,że u mnie baja i darowała sobie odzywanie się, przecież wall prawdę Ci powie. Bullshit! Żałuję że nie żyję w czasach listów, telegramów, niedzielnych obiadów. Czasach w których istniała tajemnica i prywatność. Fakt ja też mam naturę ekshibicjonistyczną i wcale się z tym nie kryje. Jednak kontakty w prawdziwym świecie to dla mnie podstawa. Spotkania ze znajomymi, rodziną to dla mnie podstawa. Takie relacje mają moc.

Zmieniając temat. Na tapetę wjeżdżają Święta! Nie inaczej. I tak jestem daleko w tyle.Troszkę się zagubiłam. Nadchodzi czas spiny i waśni. Stres to podstawa tego okresu. Nie ma się za wiele,ludzie biorą pożyczki, które spłacają potem przez cały rok.No racja, przecież trzeba potrawy uszykować, prezenty kupić. Zdecydować gdzie się je spędzi ( tak na marginesie to powód bardzo wielu kłótni ) bo wszyscy chcą, żeby to było u nich, inaczej obraza majestatu :) To jest cyrk, który spowodował że przez jakiś czas, na hasło Święta reagowałam alergią i rozstrojem żołądka. To ma być do cholery czas spędzony z rodziną, przyjemnie, bez ciśnienia. 
Oczywiście za chwil kilka, nie da się wejść do galerii i nie stać po 5 godzin w kolejkach. Może w tym roku daruje sobie te wypady;)
Dlaczego tak ciężko nam zrozumieć idee Świąt? Czy już tak bardzo się zagubiliśmy w pędzie ku dobrom doczesnym, że to co niematerialne nie ma znaczenia? Czasami przytulenie, to najlepszy prezent jaki można sobie wymarzyć, lub wysłuchanie bliskiej osoby i wsparcie własnym ramieniem. Dlaczego magia Świąt jest niszczona, przez zalewanie Nas od października falą reklam! Moja córka powiedziała dziś, że denerwują ją te reklamy świąteczne, bo przez nie, myśli tylko o prezentach a wcale TEGO nie chce. Nawet małe dziecko, ma dość stymulowania go do oczekiwania na górę prezentów. Najważniejsze w Świętach jest to, żeby mieć do kogo się przytulić,usiąść przy rodzinnym stole, wspólnie się śmiać. Te momenty są krótkie, ale magiczne. Nareszcie możemy zwolnić, podarować komuś więcej swojego czasu. To banały ale dla mnie bardzo ważne. Jeszcze miesiąc do tych pięknych dni. Mam nadzieję, że ominie mnie chory stres świąteczny i uda się ujarzmić ducha konsumpcjonizmu :)

Kiedy ludzie zrozumieją, że jesteśmy tu na chwilę? :) Oby nie było za późno.


"Te­raz, gdy już nau­czy­liśmy się la­tać w po­wiet­rzu jak pta­ki, pływać pod wodą jak ry­by, bra­kuje nam tyl­ko jed­ne­go: nau­czyć się żyć na ziemi jak ludzie. "


11/18/2014

KRĘGOSŁUP MORALNY NA WYNOS POPROSZĘ ;)




Ostatnio w moim życiu mniej burz :) Zachowanie spokoju w niektórych momentach graniczy z cudem, ale wychodzi mi i jestem z siebie bardzo dumna. Kocham te moje dzieci do szaleństwa. Jak każda mama. Co z tego, że czasami naprawdę czuję się jakbym miała eksplodować ;)

Wiecie czego bym chciała bardzo ? Mieć możliwość dania dzieciom wszystkiego co wg mnie jest dla nich najlepsze. Brzmi banalnie, ale myślę o tym często. Dla każdego wszystko co najlepsze oznacza coś innego :) Ja chciałabym z nimi podróżować, pokazywać świat, wykształcić należycie, nauczyć języków obcych. Na to niestety obecnie brak funduszy. Chciałabym również dać im wskazówki jak żyć, czego się wystrzegać, o co walczyć. Czy mi się to uda nie mam pojęcia.
Ostatnio podsłuchałam rozmowę dotyczącą finansów rodzinnych. Pewna pani tłumaczyła recepcjonistce, że musiała już wcześniej opłacić zajęcia dziecka, gdyż wszystkie opłaty robi do dziesiątego, a potem ma puste konto. Dlatego jest pewna, że już płaciła bo robi to w pierwszej kolejności. Na co pani z recepcji odpowiedziała - "to tak jak w każdej polskiej rodzinie ". Z pewnością nie w każdej, ale wiele jest takich rodzin, to pewne. Kurcze wszyscy tak bardzo chcemy dać dzieciom wszystko czego zapragną. Zadłużamy się, biegamy z nimi na milion zajęć, spełniamy różne zachcianki. Zapominamy czasami co jest najważniejsze. Życie ucieka, a to co naszym dzieciom tak naprawdę jest potrzebne to czas który im poświęcimy. To zapamiętają na całe życie. Przecież nie wiemy ile czasu jest nam dane. Dzieją się takie dziwne rzeczy, naprawdę trzeba wykorzystać każdą sekundę jaką mamy i podarować ją naszym maluchom. Chwile z nami są bezcenne. Ukształtuje to osobowość i sprawi, że nasze dzieci będą miały silne fundamenty. Myślę, że ważne jest żeby człowiek miał mocny kręgosłup moralny. I to my jesteśmy odpowiedzialni za wzmacnianie go u naszych pociech. Jesteśmy dla nich wzorem, który przez całe życie będą miały w głowie. Warto chyba poświęcić więcej czasu na relacje z dziećmi, niż na ganianie z nimi na setki zajęć. Przecież chwile z dziećmi są takie cudowne, unikalne. Zajęcia dodatkowe są ważne. Nie sprawią jednak, że naszym łobuziakom będzie łatwiej, a my możemy to zrobić. Uczmy je szacunku, poświęcajmy im swój czasu i zalewajmy je miłością każdego dnia. Z takim fundamentem świat stanie przed nimi otworem. Moje dzieci mają tego pod dostatkiem. Czy będzie im lepiej, w tym świecie konsumpcjonizmu? Na to pytanie nie znam odpowiedzi. Zrobię jednak wszystko, żeby byli pewnymi siebie, znającymi swoją wartość, szczęśliwymi ludźmi. Bardzo bym tego chciała. Miłego!


11/17/2014

PEWNEJ JESIENI SPADŁ NA MNIE GROM Z JASNEGO NIEBA !

Tak sobie dziś myślałam o tym jakie mam szczęście w życiu i postanowiłam się z Wami tym podzielić. Czasy są ciężkie, ciągła gonitwa za pieniędzmi, brak czasu dla rodziny, nie wspominając o zaspokajaniu swoich potrzeb. Po rozstaniu z tatą mojej córeczki, nie było mi łatwo, dawałam sobie radę , bo życie tego wymagało. Miałam przecież cudowną córeczkę i nie miałam innego wyjścia. Przedszkole, praca, dom, tak wyglądało moje życie. Nie narzekam nie było tragicznie, jednak czegoś w nim brakowało...  Męskiego ramienia, które przytuli, wesprze, pokocha, Myślę że kobieta potrzebuje kogoś takiego, niezależnie od tego jak bardzo zarzeka się że jest samowystarczalna. Po co w ogóle oszukiwać samego siebie w ten sposób. Nie twierdzę, że bez faceta nie można żyć. Ale życia bez miłości to już sobie nie wyobrażam :) Nie wierzyłam za bardzo, że kiedyś jeszcze trafi mnie strzała amora. Ułożyłam już sobie życie. Miałam plan na każdy dzień, wyrobiony schemat. Nie było w nim za bardzo miejsca dla nowego mężczyzny. Chodziło mi też o Zuzannę, która ma bardzo dobry kontakt ze swoim tatą. Nie chciałam jej mieszać w życiu nowym związkiem. Nie jesteśmy jednak do końca panami swojego losu. I stało się ... Jakiś czas temu, piękną jesienią poznałam mojego partnera, przyjaciela, moją miłość wielką. Od początku serce biło mi jak szalone. Przestraszyłam się trochę. Trafiło mnie od pierwszego wejrzenia i to nie jest wymysł. To było straszne ! :) Czasami tak w życiu się układa, że czujesz to całą sobą od pierwszej sekundy. Oczywiście nie zakładałam, że sytuacja będzie wyglądała tak jak teraz. Jestem bardzo szczęśliwa. Moja córka pokochała go bardzo szybko normalnie stał się cud! Moja kochana dziewczynka jest raczej nieśmiałą, mocno zdystansowaną do życia osobą. Udało mu się jednak skraść jej serce, oczywiście również ją pokochał. Widać to gołym okiem, nie da się tego udawać na dłuższą metę. Zmienił dla Nas całe swoje życie. Wydoroślał, zatroszczył się o Nas i sprawił że jesteśmy prawdziwą rodziną. Do naszej trójki dołączył cudowny syn. Czego chcieć więcej.
 Oczywiście nie zawsze jest różowo, zdarzają się upadki i to dość bolesne. Co się tak naprawdę liczy? Dla mnie najważniejsze jest to, że się kochamy. Zawsze trzymamy się razem i możemy na siebie liczyć. Mój partner wspiera mnie jak potrafi i daje z siebie wszystko. Nie jesteśmy idealni ale staramy się i idzie nam coraz lepiej. Czasami zdarzają się burze z piorunami, ale bez tego świat byłby nudny ;) miłego

11/16/2014

WYBORY A ZĘBOWY BÓL ISTNIENIA!



Przetrwałam weekend, nie mam pojęcia jak mi się to udało. Synek wczoraj koncertował od godziny 17-23. Wyprowadził Nas z równowagi do tego stopnia, że pomimo zmieniania się, w noszeniu go na rękach, obydwoje jednocześnie zaliczyliśmy kryzysowy moment i wyszliśmy zapalić. To był koszmar ! Nieustanny wrzask. Dziś na własne oczy zobaczyłam przyczynę zaistniałej sytuacji. Toż to ząb, właściwie jego kawałeczek ale jest. Chwilowa ulga i natychmiastowe przemyślenie, czy tak będzie przy każdym zębie. Naprawdę można wyjść z siebie. Z drugiej strony poczułam się jak wyrodna matka przez moment. Użalam się nad sobą a mój skarb tak cierpi. Ból istnienia go dopadł nie inaczej! Przecież on nie miał pojęcia co się dzieje, a ja się irytowałam. Wybaczyłam już sobie, jestem tylko człowiekiem ;) a może aż?Niedziela wyborcza za Nami. Nie robi to na mnie wrażenia niestety cóż. Jak to w przeciętnej polskiej rodzinie bywa, mam wiele innych zmartwień niż bitwa o stołki. Każdy powinien być w to zaangażowany - świetnie. Ja po pierwsze, nie mam czasu jeździć autobusem na drugi koniec Warszawy z dwójką dzieci żeby głosować , po drugie nie wierzę w te polityczne cudy przedwyborcze i powyborcze. Niby co ma się zmienić jak wszyscy są tak naprawdę z jednego worka tylko w innych ubrankach ;) Naprawdę bardzo bym chciała , żeby praca była dla wszystkich, żeby mieć na podstawy dla dzieci, żeby socjal w Polsce dawał szanse na lepsze jutro. AAA i jeszcze ... Chciałabym również mieć jakieś oszczędności, nie wiązać ledwo końca z końcem co miesiąc, posiadać własne mieszkanie i jeździć na wakacje całą rodziną raz w roku. I może jeszcze gwiazdkę z nieba ;) Spokojnie nie ma tragedii, jakoś sobie radzimy. Mam inne priorytety niż pieniądze i ich blask. Czasami jednak bez nich ciężko. Mamy siebie, zdrowie, i dużo pozytywnej energii. Polska nie jest jednak prorodzinnym Państwem, wiem nie odkryłam Ameryki. Zastanawiam się jednak co zrobić, żeby moim dzieciom było w przyszłości łatwiej? Czy dzisiejsze wybory poprawią jakość mojego życia? Nie sądzę.  Za to moje dzieci robią to każdego dnia ! Warto je mieć bez względu na status społeczny! Jak człowiek chce zawsze sobie poradzi :) Syn ma zębowy ból istnienia a ja materialny. Przytulimy się i będzie pełnia szczęścia :) Happy Family pełną gębą :) W rodzinie siła :) DOBRANOC !

11/15/2014

MAGICZNA HISTORIA O ANIELE KTÓRY MUSIAŁ ZEJŚĆ Z NIEBA

Urodziłam się z wiarą że po życiu jest życie. I nikt nigdy jej we mnie nie złamał . Nie mówię tu o wierzę w Boga, bo dla mnie to osobna kwestia. Wierzę w siłę wyższą i nazewnictwo nie ma dla mnie znaczenia, ważne jest to co w duszy mam.
Kiedy miałam 19 lat razem z moim chłopakiem toczyłam bój o jego życie. On walczył a ja byłam u jego boku przez cały czas. Nie będę się zagłębiać w szczegóły, bo nie jest to temat przewodni. W każdym razie,  znosił to wszystko z uśmiechem na twarzy i mocą pozytywnej energii. Kiedy lekarz przyszedł do niego z informacją (po roku walki z białaczką) że nic już nie da się zrobić, postanowił wyjść na żądanie ze szpitala, a mi powiedział ma wspaniałe wyniki i wszystko jest dobrze. Po tygodniu wrócił do tego smutnego miejsca. Stan był bardzo ciężki, nikt mi nic nie mówił. Poszłam do lekarza zapytać się kiedy wyjdzie do domu. I zaczęło się ... Lekarz powiedział mi jak wygląda sytuacja. Wszystko pamiętam jakby to było wczoraj. W jednej sekundzie poczułam jak rozpadam się na kawałki takie drobniutkie. Jednak zebrałam się w sobie wróciłam do mojego ówczesnego chłopaka i w jego oczach uzyskałam potwierdzenie że wszystko będzie dobrze. Nagle stanowczo zaczął nalegać, żebym poszła do domu. Nie chciałam ale tak bardzo prosił. Widziałam że źle się, czuje wiec postanowiłam spełnić jego prośbę. Zaszłam jeszcze do kaplicy. Powiedziałam Bogu, że jeśli mój chłopak ma do niego trafić i nie ma innego wyjścia, to niech go zabiera. Nie chciałam żeby już cierpiał, ból w sercu był ogromny ale jak on cierpiał tego nikt nie wie.
Rano nie byłam w stanie wstać z łóżka. Tata pytał czy dzwoniłam do szpitala. Dostałam histerii i nie byłam w stanie zadzwonić. Tata zrobił to za mnie. Mój przyjaciel odszedł. Powiem Wam szczerze, że świat się zatrzymał dla mnie. Tak bardzo wierzyłam, tyle było w tym człowieku kultury, klasy, miłości i dojrzałości do choroby jak na tak młody wiek. Miał taką wiarę w to że wygra. Zawsze mówił, że uleczy go miłość do mnie. I co? Czułam się również w tamtym momencie oszukana. Mówił mi że praktycznie wyzdrowiał i zostałam sama? nie mogłam pojąć jak mam żyć. Została jeszcze kwestia modlitwy w kaplicy. Bóg mnie nagle wysłuchał ... przez długi czas nie byłam w stanie się pomodlić. Złość na cały świat przez chwilę zawładnęła moim życiem. Nie poddałam się jednak bo obiecałam kiedyś tej osobie, że zawsze będę walczyć i nic mnie nie pokona. Tak też zrobiłam. Podniosłam rękawicę i zrobiłam wszystko by przetrwać. Nie wiem jak bo wtedy czułam, że życie mnie złamało, ale jak widać wszystko zależy od wewnętrznej siły.
Napiszę teraz o rzeczach, które dla zwykłych śmiertelników są bujdą na resorach, ja również podchodziłam do tego z dystansem do momentu, kiedy trafiło na mnie. Moja siostra wspomniała kiedyś koleżance o moich przejściach, okazało się że ta dziewczyna miała siostrę, która była tzw medium. Sytuacja rozgrywała się mniej więcej rok po tej tragicznej sytuacji. Pewnego wieczoru zadzwonił telefon. Dzwoniła kobieta z Włoch powiedziała że skontaktowała się z moim chłopakiem i ma list od niego - pismo automatyczne. Zdębiałam... nie za bardzo chciałam w to wierzyć ale były tam niemal sekrety moich rozmów z nim. Charakterystyczne zdania, słowa. Nie wiem jak Wam to opisać to naprawdę trzeba przeżyć. Odzyskałam spokój, bo tylko on mógł coś takiego wymyślić. Nawet po śmierci martwił się o mnie i chciał dać mi siłę by dalej żyć. W liście opisana była nawet sytuacja z mojego domu o której nie wiedział nikt. Czuć było przez jakiś czas jego obecność obok mnie o tym również wspomniał w tym liście. Myślę , że nie jest to normalne doświadczenie. Ja za nie bardzo dziękuję, czuję się o wiele bogatsza wewnętrznie. Ktoś kto nigdy czegoś takiego nie doświadczył zawsze będzie negował wszystko co niewytłumaczalne, nienamacalne. To jednak nie koniec tej historii ,choć wiem że poświęciliście już sporo czasu mojemu tekstowi jeśli doszliście do tego momentu.
Dwa lata po Jego śmierci wpadłam pod samochód. Zanim doszło do tego wydarzenia odebrałam od fotografa koszulkę z naszym zdjęciem. Chciałam mieć taką pamiątkę w takiej właśnie formie, dzisiaj w sumie nie wiem co mną kierowało. Siedziałam z siostrą w restauracji. Nagle zorientowałyśmy się że bardzo już bardzo późno i nie zdążymy na spotkanie. Siostra mnie popędzała, ale ja czułam że koniecznie muszę ubrać koszulkę, którą wcześniej odebrałam. Nie było już czasu, ale poszłam do łazienki się przebrać, coś nie pozwalało mi wyjść bez ubrania jej na siebie. 
Ulica, przebieganie bez pasów. Pamiętam tylko jak siostra powiedziała: Daria stój! Uderzył we mnie samochód bo wybiegłam zza autobusu. Wybiło mnie w górę. Uderzyłam głową też.  W każdym razie na chwilę straciłam przytomność. Był upał, ja czułam się bardzo źle. Karetka nie przyjeżdżała. Wokół mnie zebrali się łowcy sensacji.Było mi duszno, źle, bałam się że umieram. Leżałam na chodniku czekałam na pomoc.
Nagle pojawiła się kobieta. Kazała wszystkim odejść. Przetarła mnie jakąś chusteczką. Poczułam taki błogi spokój, kiedy wzięła mnie w ramiona. Cały czas mówiła: "Nic Ci nie będzie. Módl się cichu kochana. Nic Ci nie będzie " Czułam się jak w ramionach matki, odzyskałam spokój. Kobieta nagle zniknęła, wyparowała...  Karetka zabrała mnie do szpitala. Wyszłam po 8 godzinach, bo oprócz siniaków, zadrapań i ogólnego poobijania nic mi się nie stało ... to naprawdę cud.
Jakiś czas później dostałam informację od medium, z którym nie miałam żadnego kontaktu od czasu ostatniego listu. Rozmawiała z moim chłopakiem, opowiadał jej o wypadku wszystko widział, ale on nie może mi się pokazać. Widziałam na żywo natomiast panią, która zmarła przed moimi narodzinami i czuwa nad moją osobą, taką ma rolę. Musiała do mnie zejść, taka była potrzeba chwili.
Tyle wygrać! Widziałam swojego Anioła Stróża ;) 
Historia nie jest wymyślona :) takie rzeczy mnie spotkały więc je wam opisuję. 
Dobranoc.

AKCJA ! REAKCJA ! WYBUCH !



Długo wyczekiwana sobota nadeszła. Uwielbiam te poranki :) Mój partner przychodzi mi z pomocą i rozświetla mój dzień swoją pozytywną energią. W naszym wspaniałym domu, od rana jeden wielki WRZASK. Syn postanowił, że będzie dawał do pieca od 5 rano. Jak dobrze, że mój mężczyzna jest odpowiedzialnym i troskliwym tatą.
Aleks ma ewidentnie zły dzień. Niestety nie umie jeszcze mówić, także sprawdza czy go rozumiemy krzycząc wniebogłosy. Córka nigdy nie przechodziła fazy buntu, teraz nadrabia ze zdwojoną siłą. Słowo NIE! powtarza jak mantrę. Kiedy chce z nią porozmawiać - ignoruje mnie. Mówię stanowczo zaczyna płakać. Ciężko jest siedmiolatce pogodzić się z konkurencją jaką jest mały Hajdik. Dajemy jej dużo miłości, staramy się poświęcać dwa razy więcej uwagi jednak bunt trwa. Ciągle słyszę NIE, NIE, NIE. I weź tu człowieku zachowaj spokój...
Już potrafię! Kilka miesięcy temu, z miejsca dostałabym ataku szału i wpadła w furię. Dokładnie taka byłam. Akcja, reakcja, wybuch. Oczywiście nie twierdzę, że teraz jestem chodzącą oazą spokoju niczym tybetański mnich. Nauczyłam się jednak panować nad sobą i reagować na sprawy naprawdę istotne. Nie wszystko musi podnosić ciśnienie. Dla mnie było to bardzo trudne. Wiele mnie kosztowało dojście do tego momentu w którym, jestem teraz. Dlatego cały czas pracuję nad sobą, bo człowiek powinien rozwijać się i odkrywać w sobie nowe możliwości przez całe życie. I naprawdę uwierzcie mi, nie jest to niemożliwe. Podobno ludzie się nie zmieniają, zgodzę się z tym w połowie. Rzeczywiście nadal jestem tą samą osobą, ale mam wpływ na to jak się zachowuję i jaki wzorzec chce dać moim dzieciom :) Cuda się zdarzają ! Mój kolejny tekst opowiada o magicznym wydarzeniu jakie miało miejsce w moim życiu, trudno w to uwierzyć do dziś. Myślę że, warto zajrzeć do mnie wieczorem. Dziś podzielę się z Wami dwoma tekstami. Umawiamy się, że w soboty będę zamieszczać na blogu więcej. Macie czas na czytanie i możecie ze mną posiedzieć trochę dłużej :) Udanej soboty. Cieszcie się sobą, chwilą i rodziną.

11/14/2014

HAJDIK, ALERGIK, NIEJADEK? JAK PRZEŻYĆ?


Dla laika to kolejny nudny tekst matki o dziecku, takie tam bla bla bla. Natomiast rodzice Hajdików doskonale wiedzą o czym mówię.
Aluś mój wspaniały syn dba o to żeby cały jego czas czuwania odbywał się z moja asystą :) Od urodzenia praktycznie nie śpi w dzień, w nocy budzi się co 3 godziny, a ja na tym haju bezsenności jadę już 6 miesiąc. Macierzyństwo jest piękne to dar od Boga, ja to wszystko wiem. Muszę niestety przyznać, że czasami mam wrażenie że oszaleje, tak zwyczajnie wsadzą mnie w kaftan i wywiozą w siną dal. W takich momentach ta perspektywa nie wydaje mi się nawet zbyt przerażająca. I wiem, że brzmi to strasznie ale sorry macierzyństwo nie jest bajką z reklam ;) to harówa. Nie mam kompletnie czasu dla siebie a bez tego niestety spada jakość życia ;) Hajdik to genialny sposób, żeby sprawdzić granice swojej wytrzymałości, ba to nawet wyzwanie dla związku! Jak słyszę od matek noworodków, że ich dzieci od poczatku cały czas śpią, że przeczytały tyle książek itd ... no krew mnie zalewa :) U mnie trwa bitwa o każdą minutę dla siebie !
Aluś to wyjątkowe dziecko. Potrzebuję bliskości przez cały czas kiedy nie śpi. Jak wcześniej wspominałam mój syn raczej nie sypia więc możecie sobie wyobrazić moje wykończenie...  Na początku było mi bardzo ciężko, do tego całego młynu, doszła alergia Aleksa i jego słaby apetyt. Ciągle coś się z nim działo.U mnie waga dobiła do 47 kg, w miesiąc po porodzie,a w ciąży przytyłam 25, także było masakrycznie wręcz.
 Mały wył dzień i noc, nic nie pomagało ja siwiałam ;) Siłą rzeczy odbiło się to czkawką w relacjach z partnerem, starsza córka też nie mogła się odnaleźć w takiej hardkorowej rzeczywistości. Sytuacja została opanowana przez akceptację stanu rzeczy i spokój.Przecież syna nie zmienię ani nie wymienię na lepszy model. Jedyne co mogłam zrobić, to nastawić się optymistycznie i przeć do przodu jak taran. Wiem łatwo powiedzieć ale nie ma innego wyjścia! Takie są hajdiki i trzeba się im podporządkować bo walka z nimi nie ma sensu. Musi być ciągle przy mnie i dobrze! W życiu są trudniejsze przypadki. Nie mam może ułożonych włosów, nie spędzam 3 h w łazience itd ale mam szczęśliwego  niemowlaka obok siebie :)
 Wszystkie porady dobrych cioć i wujków, że za dużo go noszę, że to terrorysta, że go rozpuszczam, ignoruję bo ja jestem matką i wiem czego trzeba mojemu dziecku najlepiej. Mam w sobie tyle miłości do niego, nie wiem nawet jak to opisać. Mój syn to wielki skarb! Taką ma osobowość, takie potrzeby , ja jako jego najbliższa osoba dam z siebie ile mogę.Jego uśmiech wynagradza mi wszystko.  Kiedyś mu opowiem jak dawał mi w kość ;) Tymczasem zmykam bo mój syn domaga się już uwagi i to stuprocentowej! Miłego Dnia

11/13/2014

OSTATNIA PROSTA !


 Jesień wprowadza mnie w stan zadumy i tysiąca przemyśleń. Czuję taki spokój, kiedy przyroda szykuje się do snu. Najchętniej cała dobę siedziałabym pod kocykiem, piła herbatkę i czytała książki. To realne w sumie! aaa zapomniałam... Mam dwójkę dzieci i relaksem jest samotny prysznic bez asysty.
Dziś będzie lekko i przyjemnie bez egzystencjalnych wywodów. Powinno się udać :)
Ciężko było znaleźć czas dla Siebie, ale jak widać udało się. Dzień od rana aktywny, szybki i produktywny. Udało mi się nawet spotkać z przyjaciółką, co nie zdarza się często, bo syn utrudnia ostatnio towarzyskie relacje. Jaki piękny taki absorbujący.
Jak miło zobaczyć szczęśliwą zakochaną kobietę.Zalała mnie pozytywną energią, która biła od niej już przez telefon. Oczywiście to początki tej miłosnej wycieczki, ale z moich obserwacji wynika że miłość uskrzydla dosłownie i w przenośni. Wyglądała jakby unosiła się w powietrzu na chmurze z waty cukrowej !!! serio!
 Jak sobie o tym myślę, to ma dziewczyna naprawdę szczęście, choćby miało to trwać chwilę albo dwie. Dookoła mnie same burzowe związki. Ludzie albo się ciągle kłócą i jest źle, albo się nie kłócą ale i tak jest źle.Przepraszam jest jeszcze opcja z udawaniem przed znajomymi i samym sobą, że jest naprawdę rewelacyjnie ! i tkwienie w próżni z wyłączonymi emocjami ...
Sama dobrze wiem, że Związek to prawdziwe wyzwanie. Boże te kompromisy mnie wykańczają :) Z moim dość specyficznym charakterem i wewnętrznym przekonaniem, że to właśnie ja jestem ta empatyczna i wyrozumiała, a już na pewno nie jest moją winą że ciągle mam rację, czasami trudno jest dojść do porozumienia. Ostatnio trochę się zmieniło. Wzięłam się za siebie i schowałam w kieszeń głęboko swoje demony i zaczęłam drastyczną walkę ze swoją czarną stroną. Jak człowiek chce i musi jest w stanie i skałę przesunąć. Jestem już na wirażu tworzenia poprawnej partnerskiej relacji. Do mety daleko ale... kiedyś dobiegnę bo wiem, że warto! Miłość wszystko zwycięża, a nawet zmienia ludzi ale o tym kiedy indziej.
Mam nadzieję, że będziecie mi towarzyszyć w tej blogowej podróży. Dobranoc

p.s. zdjęcie mojego autorstwa - podoba się ?

11/12/2014

PODRÓŻ W GŁĄB SIEBIE ...


Na Dobranoc mała retrospekcja... Moje życie w ciągu ostatnich dwóch lat nabrało dzikiego tempa.Tak sobie wczoraj myślałam nad tym całym szaleństwem, które ma miejsce w moim świecie od zawsze i przypomniała mi się sytuacja z przed roku, z resztą jedno z wielu magicznych i autentycznych wydarzeń jakie miały miejsce podczas moich dni na tym ziemskim padole do tej pory.
Do brzegu Dasza do brzegu  - ECH tyle mam do przekazania a muszę to streścić w paru zdaniach ;)
A to było tak ... Lipiec 2013 popołudnie ... Muszę pilnie odebrać córeczkę od rodziców, a tkwię w pracy i nie ma szans żebym szybko tam dotarła. Chcę już biec na autobus gdyż funduszy na inny środek transportu brak, kiedy moja szefowa nalega żebym koniecznie zamówiła taksówkę.Stanowczo odmawiam jeden raz, drugi i trzeci.W ogóle nie było to do niej podobne dosłownie zmusiła mnie do tej jazdy i sama nie wie dlaczego do tej pory. Po chwili chłodnej analizy ulegam i ... Zaczyna się podróż do mojego wnętrza.Taksówkarz na starcie oznajmia, że moja przejażdżka tą taksówką właśnie z nim, nie jest żadnym przypadkiem, bo czegoś takiego jak przypadek nie ma. Zdenerwowana sprawdzam czy drzwi nie są przypadkiem ;) zablokowane, bo pan wydaję mi się delikatnie mówiąc dziwny. Czy ewentualnie mogę skakać jakby co na ulicę, okazuję się że nie są... Postanawiam dać panu szansę.Taksówkarz o dziwo! zaczyna mówić na głos rzeczy o których wiedziałam tylko ja, moja dusza i mózg. Informację których nie znał nikt. Powiedział mi również, że nie uszczęśliwię nikogo z mojego otoczenia, jeśli nie zacznę sprawiać szczęścia samej sobie. Oznajmił mi ,że to początek wielu szybkich zmian w moim życiu, że doświadczę jeszcze wiele dobrego, a on ma mnie tylko powiadomić, że Bóg mnie  słucha... no właśnie pojawia się tu kwestia Boga. Dzień wcześniej żarliwie się modliłam, prosiłam o pomoc, był to moment dużego zakrętu emocjonalnego w moim życiu. Na drugi dzień spotkałam pana taksówkarza, który czytał mnie jak białą księgę jednocześnie ładując niesamowitą energią. Nie mam pojęcia co tam zaszło, kto to był, co to miało oznaczać. Wiem jedno, wrażenia emocjonalne było nie do opisania a uśmiech z twarzy nie schodził mi przez tydzień. I do tej pory z tyłu głowy mam zasadę - CHCESZ USZCZĘŚLIWIĆ INNYCH ZACZNIJ OD SIEBIE. Dopóki nie spotkałam tego pana, w ogóle tego nie rozumiałam. Zostawiam Was z tym pomyślcie sobie trochę. Dobranoc

p.s. miesiąc później dowiedziałam się, że jestem w ciąży :) najpiękniejszy dar !

DOCENIAJ TO CO MASZ !


Przed nami kolejny piękny dzień. Za mną kolejna nieprzespana noc,od rana zamęt z niemowlakiem i moją pierwszoklasistką ale lubię to! Poranki są trudne czasami świat staję na głowie i nie wiem gdzie się schować. Miewam chwile kiedy chciałabym uciec i nigdy nie wrócić jednak nie robię tego bo... kocham moje życie to co mi daję. Mam bardzo dużo wbrew pozorom. Zdrowie, cudowne dzieci, wspierającego mężczyznę. Nie zawsze bywa kolorowo, ale gdzie tak niby jest oprócz bajek? Tak sobie myślę, że gdyby każdy potrafił cieszyć się z tego co ma dzisiaj, w tym momencie, to byłoby mu zdecydowanie lżej i mógłby więcej dobrego wnieść do swojego świata. Życie jest jak iskra nigdy nie wiesz co Cię spotka niby banał, ale jaki prawdziwy. Nie zadręczajmy się rzeczami na które nie mamy wpływu nikt z Nas nie wie co przyniesie jutrzejszy dzień. Świat ma w sobie wiele tajemnic i dużo dobrego! Nie uciekajmy-Działajmy! Ja też postaram się wykorzystać ten dzisiejszy czas jak najlepiej! przyciągnij dobre nastawienie śląc w diabły negatywne myślenie! miłego

11/11/2014

ZACZYNAMY!!!


Pierwszy blog pierwszy post pełna ekscytacja.Wiem wiem ludzie robią to od dawna i nie jestem pionierem w tej branży ale... każdy jest inny i mój blog też będzie różnił się od reszty znanych Wam blogów.Czasami będzie ckliwie czasami wzniośle czasami banalnie czasami dorośle będzie trochę mody i trochę wygody wskazówki jak żyć i jak nie żyć podsumowując będzie to kalejdoskop zdarzeń i wydarzeń.Nareszcie!!! moja strona i którą mogę  zarządzać jak chce aaaaaaa czuję ciarki na plecach i policzki różowe mam.Na zdjęciach mała część mnie,świat który nadaje mi pędu by żyć.Ruszycie ze mną w tą nieznaną podróż bardziej lub mniej sentymentalną? zapraszam !